Drogi Czytelniku, ten blog będzie o mnie i mojej rodzinie, czyli mojej żonie i moim maleńkim synku. O pierwszych dniach razem. Jeśli mi się spodoba pisanie, to może dni zamienią się w miesiące...
niedziela, 29 stycznia 2006
Rewolucja Styczniowa


W moim życiu zaszła, Drogi Czytelniku, prawdziwa rewolucja.
Rewolucja Styczniowa.
Na czele rewolucji stanął mój synek.

Doszło do radykalnych zmian.
To teraz on rządzi.
Wprowadził własny rytm dnia: od kupki do kupki, od karmienia do karmienia.
Śpimy, kiedy On pozwala, jemy, kiedy da nam na to czas...

20:29, rodzacy_tata , Codzienności
Link Komentarze (1) »
Syn mnie olał...



I kto by pomyślał, że będę kiedyś szczęsliwy z tego, że mnie ktoś obsikał.
Nadszedł jednak ten dzień, Drogi Czytelniku.
Przy wczorajszym przewijaniu Synek obficie oblał mi rękaw koszuli.
Ale jestem dumny :-)


16:14, rodzacy_tata , Codzienności
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 stycznia 2006
3-dniowy ojciec


Witaj Drogi Czytelniku,

25 stycznia, czyli 3 dni temu zostałem ojcem.
Nie tylko zostałem ojcem, ale byłem przy porodzie.


Zacznę od tego, że poród jest nie do opisania.
Przez 30 lat sporo przeżyłem, ale
czegoś takiego jeszcze nie.

Byłem z żoną przy narodzinach mojego synka od poczatku do końca.

Z jednej strony to czułem się jak jakiś mały pyłek w całej tej sytuacji. Tak
niewielki miałem wpływ na to co się działo.

To był
Ż y w i o ł,
N a t u r a.

Jedynie mogłem masować plecy, podawać wodę, pomagać wstać. To wszystko były drobiazgi na tle tego co się działo. To zona była Bohaterem tego dnia.

Z drugiej strony, to żona powiedziąła mi po porodzie, że ogromnie jej pomogłem, że nie wyobraża sobie porodu beze mnie.

No ja sobie też nie wyobrażam, że mógłbym być gdzieś indziej. Czekać na
korytarzu? Siedzieć w domu albo w knajpie z kumplami? Zupełnie mi się to nie
mieści w głowie. Kobiecie na pewno potrzebny jest ktoś, kto jest przy niej stale w tych chwilach a personel szpitalny jest jedynie z doskoku, wpada od czasu do czasu sprawdzić czy wszystko jest OK.

Wielką rzeczą jest dla mnie to, że znam swojego syna dosłownie od pierwszych sekund jego pobytu na zewnątrz. Przeciąlem pepowinę [na marginesie muszę przyznać, że nie było to dla mnie jakieś mistyczne przeżycie, jakoś umknęło w emocjach porodowych], byłem przy mierzeniu i ważeniu, potem trzymałem Go, gdy żona rodziła jeszcze łożysko.

Wielką rzeczą jest dla mnie to, że wiem jak wielki ból kobieta musi znieść, aby urodzić. To mi zmieniło spojrzenie na wszystkie matki.

Często spotykam się ze zdaniem, że udział mężczyzny przy porodzie może mieć negatywny wpływ na jego popęd seksualny, może obrzydzić mu seks. Zupełnie tego nie odczuwam. Nie da się ukryć, że poród to krwiste wydarzenie, ale wrażenie estetyczne na tle pozytywnych emocji są marginalne. To może trochę tak jak z synkiem. To że widzę jego obsraną pupkę nie mam wpływu na uczucia, którymi go darzę.

I na koniec jeszcze kilka szczegółów 'technicznych'.
Rodziliśmy w szpitalu w Wołominie, który mogę szczerze i serdecznie polecić.
Poród trwał około 10 godzin i tak jak chcieliśmy udało się, przede wszystkim
dzięki determinacji i wytrzymałości mojej wspaniałej żony, urodzić w sposób
naturalny bez ingerencji chemii i skalpela.
Synek jest zdrowy. W momencie narodzin miał 3850 gram i 57 cm długości.

Po dwóch dobach wyszliśmy ze szpitala i teraz jesteśmy już we Trójkę w domu :-)


20:33, rodzacy_tata , Codzienności
Link Komentarze (7) »
1 ... 81 , 82 , 83 , 84